Tydzień był ciężki. Siostra ze swoją młodszą córeczką była w szpitalu (dwa tygodnie temu była ze starszą).
Niewiele zdziałałam, ale pokażę to co udało mi się w tym tygodniu zrobić.
Zapraszam na licytację na rzecz małej Julki:
Licytacje na rzecz Julki Piskorskiej
Przekazałam bransoletkę (taką czarną - była już, ale przypomnę):

I jeszcze coś takiego:
Zachęcam - może weźmie ktoś udział - warto!!!
Może przekaże jakąś pracę, albo coś zalicytuje?
Nie mogło być piątku bez chałek:
Przeglądając stare zdjęcia natknęłam się na bardzo dawne zdjęcie mojego brata:
Mało było czasu na działkę, ale zawsze chociaż troszkę musi się znaleźć:
Kolejne przetwory zrobione - tym razem truskawki + jagody i czarna porzeczka:
A teraz nawiązanie do tytułu.
Postanowiłam spróbować czegoś nowego. Tak mnie dzisiaj skusiło zrobienie makaronu. I przepisem "na oko" wyszedł taki:
Dla wytrwałych - niedzielne obżarstwo:
Nigdy w młodości nie piekłam sernika wiedeńskiego. Ale jakiś czas temu znajoma (nawiasem mówiąc moja nauczycielka) poprosiła mnie o sernik. Miał koniecznie być bez ciasta. I zaczęło się poszukiwanie najlepszego przepisu. Przewertowałam internet, a przepis znalazłam pod nosem, bo w książce, którą mam od dawna, a z której nigdy nie korzystałam:
A oto przepis:
Składniki:
1 kg białego sera (mielonego)300 g cukru (ja dałam mniej)
5 jajek
200 g masła
2 budynie waniliowe
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
olejek rumowy (wedle uznania - u mnie śmietankowy lub waniliowy)
rodzynki ( ja nie daję, bo moja mama i tak je wydłubuje)
skórka z 1 cytryny ( u mnie brak)
Wykonanie:
Oddzielić żółtka od białek. Cukier i żółtka utrzeć w misce nad garnkiem z gorącą wodą. Lekko ostudzić i dodać masło, cały czas ucierając aż się połączą. Wmieszać budyń i proszek do pieczenia, ewentualnie aromat. Dodać ser i utrzeć na gładką masę. Dodać rodzynki uprzednio moczone w rumie lub wodzie z cukrem. Białka ubić na prawie sztywną pianę i stopniowo dodawać do sera. (Ja mieszam łyżką - już nie miksuję).Piec w piekarniku rozgrzanym do temp. 180 stopni przez co najmniej godzinę.
I powiem Wam, że u mnie jest problem ze stygnięciem sernika - zazwyczaj nie zdąży ostygnąć, bo już nie ma co stygnąć. :)
OGŁOSZENIA:
Chciałabym serdecznie podziękować za wparcie i komentarze. Jak je czytam, to wiem, że ktoś tu zagląda i wiem, że nie jestem sama.
Witam nowe osoby - niezmiernie cieszę się, że jesteście.
Dziękuję za cierpliwość i wytrwałość.
Pozdrawiam i mocno ściskam. :)